Konstytucja dla Nauki: reforma inna niż wszystkie?

Moim skromnym zdaniem ogłoszona 18 stycznia 2019 roku lista wydawnictw to groch z kapustą, przypomina puzzle układane z zamkniętymi oczami. Wbrew zapowiedziom ministerstwa wykaz wydawnictw ma niewiele wspólnego z promowaniem jakości, nie wspominając o umiędzynarodowieniu. I nie przekonują mnie argumenty, że każda lista będzie miała braki i nigdy nie zadowoli wszystkich. W ten sposób można usprawiedliwić każdą fuszerkę. Chirurg mógłby przeprowadzać na przykład operację wycięcia wyrostka robaczkowego w kanale ściekowym, bo przecież – broniłby się – nie mamy możliwości zapewnienia stuprocentowej sterylności, więc co za różnica czy będzie to ściek czy szpital. Inaczej mówiąc, to że każda lista będzie niedoskonała, nie znaczy, że ta konkretna lista nie jest zbyt niedoskonała i że nie może być lepsza. A lista, na której obok solidnych międzynarodowych i polskich wydawnictw znajdują się sklepy z dewocjonaliami, całkowicie lokalne wydawnictwa czy wydawnictwa publikujące pseudonaukowe prace nie jest dobra: przeczy deklaracjom ministerstwa, założeniom reformy i generalnie ma anty-jakościowy charakter.

Ale mniejsza o wykaz wydawnictw. Trudno, jest jaki jest. Jednak ministerstwo ad nauseam podkreślało, że Konstytucja dla Nauki to reforma inna niż wszystkie inne: szeroko konsultowana ze środowiskiem, procedowana w duchu otwartości, przejrzystości i dialogu z przedstawicielami świata nauki. To może przynajmniej lista odwołuje się do jasnych i przejrzystych kryteriów oraz została sporządzona w transparentny sposób? Jako że oficjalne dokumenty były dość enigmatyczne i ogólnikowe, wystąpiłem do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z kilkoma wnioskami o udostępnienie informacji publicznej. Niestety wyjaśnienia niewiele wyjaśniały, ale dowiedziałem się m.in. dwóch rzeczy.

Po pierwsze, że na poziomie 2 (monografie za 200 punktów lub za 300 punktów w zależności od dziedziny) mogły znaleźć się tylko takie wydawnictwa, które na Publication Forum (tzw. lista fińska) były klasyfikowane na Poziomie 2 lub 3 lub były klasyfikowane w Norwegian Register for Scientific Journals, Series and Publishers (tzw. lista norweska) na Poziomie 2.  Łatwo sprawdzić, że znalezienie się na poziomie 2 lub 3 na liście fińskiej lub na poziomie 2 na liście norweskiej nie było warunkiem wystarczającym, aby wydawnictwo zostało umieszczone na poziome 2 na liście polskiej, np. Polity Press: lista fińska – 3, lista norweska – 2, polska lista – 1, Berghahn Books: lista fińska – 2, lista norweska – 2, polska lista – 1, Hart Publishing: lista fińska – 2, lista norweska – 2, polska lista – 1. Ale już na przykład Taylor and Francis: lista fińska – 2, lista norweska – 1, polska lista – 2. Podobnych przykładów można podać więcej: nie widzę w tym umieszczaniu wydawnictw na poziomie 2 listy polskiej większej logiki. Jakie jeszcze zatem kryteria zdecydowały o umieszczeniu wydawnictwa na poziome 2 polskiej listy?

Po drugie, z przesłanej odpowiedzi na mój wniosek o udzielenie informacji publicznej wynikało, że minister nauki dopisał bliżej nieokreśloną liczbę wydawnictw po konsultacjach z jakimiś niezidentyfikowanymi przedstawicielami środowiska naukowego do listy przygotowanej przez Zespół ds. wydawnictw. Jakie wydawnictwa zatem dopisał minister, jakimi kryteriami się kierował i z jakimi przedstawicielami środowiska naukowego się konsultował? W środowisku akademickim krążą różne plotki z trzeciej i czwartej ręki o jakie wydawnictwa chodzi i o jakich przedstawicieli, ale nie ma sensu powtarzać niesprawdzonych informacji.

Wyjaśnienia ministerstwa generowały więc tylko nowe pytania. Wystąpiłem zatem z trzema kolejnymi wnioskami o udzielenie informacji publicznej, aby uzyskać dane, na postawie których mógłbym sobie wyrobić zdanie jak tworzono wykaz wydawnictw. Poprosiłem o informacje dotyczące: 1) protokołów posiedzeń Zespołu ds. wydawnictw, 2) pierwszego projektu listy wydawnictw przygotowanej przez Zespół ds. wydawnictw, 3) przedstawicieli środowiska naukowego, z którymi konsultował się minister uzupełniając początkowy wykaz wydawnictw. We wszystkich trzech przypadkach odpowiedź ministra brzmiała tak samo: dane, o które wnioskuję nie stanowią informacji publicznej w rozumieniu ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. Nie jestem prawnikiem, więc mogę się mylić, ale pytania, zwłaszcza 1) i 2) jak najbardziej dotyczą informacji o charakterze publicznym (zresztą inne ministerstwa tego rządu udostępniają protokoły z posiedzeń zespołów doradczych – a taki charakter miał Zespół ds. wydawnictw).

I tak w praktyce wyglądają ministerialne deklaracje o transparentności prac nad Konstytucją dla Nauki: konsultacje tylko z wybranymi, niejasne zasady, arbitralność i niechęć do udzielania informacji. W zasadzie, przyglądając się sposobowi przygotowywania i wdrażania tej tzw. reformy, nie powinno mnie to dziwić.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s