Wojna w Syrii

Skończyłem czytać świetną książkę Christophera Phillipsa, The Battle for Syria. International Rivalry in the New Middle East, Yale University Press, New Haven and London 2016, ss. 303, która przekonująco wyjaśnia genezę tego konfliktu. We wstępie Phillips zauważa, że „wojna domowa w Syrii to największa humanitarna katastrofa w XXI wieku (s.1). Trudno się z nim nie czytając o spustoszeniach, jakie przyniósł syryjski konflikt. Szacunki mówią o 470 tysiąc zabitych i prawie 2 milionach rannych. Niemal 5 milionów Syryjczyków uciekło z kraju, a 6,6 miliona zostało zmuszonych do wewnętrznej migracji. W sumie ponad połowa przedwojennej populacji liczącej 21 milionów opuściła swoje domy. Wskaźnik rozwoju społecznego dla Syrii obniżył się do poziomu sprzed 40. lat. W kraju nie funkcjonuje połowa szpitali, niemal połowa dzieci nie chodzi do szkół, 80% Syryjczyków żyje w ubóstwie, z czego prawie połowa w skrajnym. Jak doszło do tej katastrofy? Odwołując się do bogatej literatury, drukowanych źródeł, a także wywiadów z kluczowymi decydentami brytyjski politolog i dziennikarz próbuje odpowiedzieć na to pytanie. Trzeba od razu zauważyć, że robi to w sposób kompetentny i przekonujący. Książka dostarcza przejrzystego opisu jak doszło do wybuchu i eskalacji konfliktu w Syrii.
syria
 
Inaczej niż większości analiz, które koncentrują się na wewnętrznej sytuacji w Syrii, Phillips interesuje się głównie polityką wielkich mocarstw i państw Bliskiego Wschodu. Główna teza książki brzmi, że przyczyn wybuchu konfliktu, a przede wszystkim jego eskalacji i przewlekłego charakteru trzeba szukać w czynnikach zewnętrznych. To w dużej mierze działania (lub brak działania) sześciu państw: Stanów Zjednoczonych, Rosji, Arabii Saudyjskiej, Turcji, Kataru i Iranu – argumentuje Philips – doprowadziły do tego, że protesty przeciwko Asadowi przekształciły się w długotrwałą wojnę domową bez perspektyw na szybkie zakończenie. Autor bardzo szczegółowo, krok po kroku, jasno i wyraźnie opisuje jak rozwijał się konflikt, co nie jest łatwe biorąc pod uwagę liczbę aktorów zaangażowanych w wojnę w Syrii. Warto bowiem pamiętać, że oprócz sześciu wspomnianych państw, aktywną politykę w Syrii próbowały prowadzić: Wielka Brytania, Francja, Chiny, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Liban, Jordan, Irak, Egipt, a także różne zagraniczne niepaństwowe podmioty, zwłaszcza Partia Pracujących Kurdystanu, Hezbollah oraz ISIS.
 
Zdaniem autora sytuację międzynarodową na Bliskim Wschodzie definiowały przede wszystkim dwa wydarzenia: wojna w Iraku w 2003 roku oraz objęcie prezydentury przez Baracka Obamę w 2009 roku. Wojna w Iraku, a także jej następstwa (objęcie władzy przez szyitów w Iraku) spowodowały zachwianie równowagi w regionie na korzyść Iranu, który dostrzegł szansę na stanie się nowym lokalnym hegemonem, co z kolei wywoła kontrakcję innych państw, zwłaszcza Arabii Saudyjskiej. Natomiast prezydentura Obamy, który szedł do wyborów z obietnicą wycofania wojsk z Iraku oznaczała spadek zaangażowania Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza militarnego na Bliskim Wschodzie. W efekcie tych dwóch wydarzeń na Bliskim Wschodzi ukształtował się nowy multipolarny porządek bez wyraźnego centrum, a raczej z kilkoma rywalizującymi ze sobą centrami, z których jednak żadne nie było na tyle silne, aby zdominować pozostałe. Z chwilą wybuchu protestów 2011 Syria stała się polem rywalizacji lokalnych państw: Iran poparł Asada, natomiast Arabia Saudyjska, Turcja i Katar poparły przeciwników dyktatora. Żadne z państw nie miało wystarczających środków, aby rozstrzygnąć konflikt, jednak zaangażowane siły były wystarczające, aby przekształcić protesty w wojnę domową, a następnie aby podtrzymywać jej trwanie. W dodatku państwa dążące do obalenia Asada miały odmienne interesy i wspomagały różne, często skonfliktowane ze sobą, nurty opozycji, równocześnie wzmacniając, jak i osłabiając anty-asadowskie siły.
 
Mimo ograniczenia militarnej obecności Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, politycy stojący na czele państw wspierających syryjskich anty-rządowych powstańców mieli wygórowane oczekiwania co do Obamy. Gdyby nie tragiczne konsekwencje można by przedstawić konflikt w Syrii jako komedię pomyłek. Arabia Saudyjska, Turcja i Katar, sugerując się przykładem Libii, były przekonanie, że rychło nastąpi interwencja Stanów Zjednoczonym: tym bardziej więc angażowały się w konflikt wierząc w jego szybkie zakończenie. Podobne oczekiwania co do USA mieli umiarkowani powstańcy, których w tym przeświadczeniu utrzymywali ich lokalni sojusznicy powtarzając, że amerykańska interwencja militarna nastąpi lada chwila. W dodatku niektóre wypowiedzi amerykańskich polityków mogły stwarzać wrażenie, że USA szykują interwencję.
 
Książka pokazuje, że Stany Zjednoczone nie potrafiły jasno komunikować swojego stanowiska i przyczyniły się do rozbudzenia oczekiwań zarówno swoich sojuszników w regionie (Arabii Saudyjskiej, Turcji, Kataru), jak i rebeliantów. Ponadto, zarówno politycy Turcji, Kataru, Arabii Saudyjskiej, jak i Stanów Zjednoczonych niedoceniali poparcia dla Asada w społeczeństwie syryjskim i stabilności jego systemu. W obawie przed amerykańską interwencją do konfliktu włączyła się również Rosja, która poparła Asada, jednak nie na tyle, aby zapewnić mu zwycięstwo. W dodatku długotrwała destabilizacja Syrii stworzyła podatny grunt dla rozwoju tzw. Państwa Islamskiego, któremu udało się przejąć na pewien czas kontrolę nad polami naftowymi w północno-wschodnim Iraku, co ostatecznie skłoniło USA do militarnej interwencji. Amerykańskie ataki miały na celu nie tyle wsparcie opozycji, ile osłabienie dżihadystów. Nie zakończyły więc impasu.
 
W przeciwieństwie do różnych publicystycznych i obiegowych narracji, które szukają jednego „winnego” odpowiedzialnego za wojnę lub próbują się doszukiwać jakiegoś ukrytego planu, analiza Phillipsa pokazuje ogromną złożoność sytuacji w Syrii, nad którą nikt nie miał kontroli i której nikt nie planował. Książka wykazuje również dużą rolę zwyczajnej ignorancji: główni przywódcy nieraz podejmowali decyzje kierując się swoimi wyobrażeniami, a nie wiedzą. Często zresztą nie dysponowali odpowiednim instytucjonalnym zapleczem, by wspomnieć, że w 2009 roku w amerykańskim departamencie tylko 1 pracownik zajmował się Syrią, a na 135 tureckich dyplomatów w krajach arabskich, jedynie sześciu znało język arabski. A nawet jeżeli dysponowali fachowymi raportami, to polityce je po prostu ignorowali. Nic dziwnego, że ich decyzje często przynosiły nieprzewidziane i niechciane konsekwencje, takie jak na ekspansja tzw. Państwa Islamskiego. Na przykład, mimo ostrzeżeń irackich polityków, że armia iracka nie jest jeszcze w pełni gotowa funkcjonować samodzielnie, USA wycofała swojej siły wojskowe z Iraku w 2011 roku. USA miły wspierać Irak sprzętem, ale nie swoimi żołnierzami. Gdy w 2015 roku bojownicy tzw. Państwa Islamskiego zdobyli Mosul pokonując niedoświadczone irackie oddziały w ich ręce wpadło ponad 2000 amerykańskich wielozadaniowych wozów terenowych (HMMWV), co dało im przewagę na innymi opozycyjnymi grupami. Podobnych przykładów nieprzewidzianych i niepożądanych konsekwencji różnych polityk znajdziemy w książce znacznie więcej.
 
Podsumowując, Phillipsowi udało się w bardzo przejrzysty sposób odpowiedzieć na pytanie jak doszło do wybuchu i eskalacji konfliktu w Syrii. Posługuje się przy tym klarownym językiem, wolnym od niepotrzebnego żargonu. Każdy kto chce zrozumieć konflikt w Syrii powinien książkę przeczytać. Słabsza strona studium to brak refleksji na temat możliwości rozwiązania syryjskiego kryzysu, a także jej raczej opisowy charakter. Autor również stosunkowo niewiele uwagi poświęca wewnętrznej opozycji (jej celom, ideologii, strategii, podziałom, głównym przywódcom), co powoduje, że niekiedy „ginie” jej sprawczość, a los Syrii rysuje się jako wypadkowa różnych zewnętrznych sił. Można bronić autora, że jego celem nie było napisanie historii wojny domowej w Syrii, lecz właśnie analiza stosunku różnych państw do Syrii. Ale mimo wszystko, proporcje można by lepiej wyważyć. Tak czy owak, książka warta przeczytania.