Setna rocznica uzyskania niepodległości

Co roku jedenastego listopada do znudzenia słyszę, że Polska po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość w 1918 roku. Określenie „Polska odzyskała” na dobre zadomowiło się również w historiografii. Mało kto zastanawia się nad jego sensem, który jest dyskusyjny z dwóch przynajmniej względów.

Po pierwsze, sugeruje, że Polacy własnym, zbiorowym wysiłkiem zdobyli niepodległość. Choć trudno ignorować starania polskiego ruchu niepodległościowego, to nie miał on jednak charakteru powszechnego. Wychowani na patriotycznych czytankach często zapominamy albo nie wiemy, że większość społeczeństwa polskiego, którą stanowili chłopi, do niepodległości podchodziła bardzo sceptycznie lub wręcz jej nie chciała. Znacznie większy wpływ na powstanie II Rzeczpospolitej miała korzystna sytuacja geopolityczna: mocarstwa rozbiorowe przegrały wojnę lub początkowo pogrążyły się w rewolucyjnym chaosie, co stworzyło przestrzeń dla powołania polskich niezależnych instytucji.

Po drugie i co ważniejsze, określenie „Polska odzyskała” zakłada ahistoryczne wyobrażenie przeszłości: istnienie niezmiennego podmiotu dziejów – narodu polskiego, który niegdyś stracił niepodległość (nota bene ta ostatnie pojęcie również rozumiane jest ahistorycznie, a przecież jego znacznie zmieniało się na przestrzeni wieków), a potem ją odzyskał. Jednak niepodległość utraciła nie Polska, lecz Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie. I nie tylko o różne nazwy chodzi, lecz przede wszystkim o to, co się kryje za tymi nazwami. Nowożytne państwo stanowiło coś w rodzaju „federacji folwarków”. Rządziła nim wieloetniczna szlachta, którą definiował status prawny i społeczny, a nie przynależność etniczna. Szlachta uważała, że ma inne pochodzenie i inną kulturę niż – jak dziś byśmy powiedzieli – „etnicznie polscy”, chłopi. Twierdziła, że podbiła „obcych” chłopów, żeby na nią pracowali. Nie próbowała narzucać chłopom wspólnej narodowej kultury, przeciwnie: upowszechnianie się wspólnej kultury (np. naśladowanie przez chłopów szlachty) uważała za zagrożenie swojej pozycji. Inne różnice między nowożytną a współczesną Polską pokazuje inwokacja z „Pana Tadeusza”. Mickiewicz, który odwołując się jeszcze do nowożytnych kategorii, pisał w języku polskim o Litwie, miał na myśli terytoria, które należą obecnie do Białorusi.

Sami chłopi nie uważali się za Polaków, lecz myśleli o sobie głównie kategoriach „tutejszości”. Jeszcze na początku XX wieku wielu z nich nie chciało niepodległości, ponieważ bali się, że Polacy przywrócą pańszczyznę. Proces unarodowienia chłopów zakończył się dopiero wraz z początkiem II wojny światowej. Dopiero okupacyjna polityka III Rzeszy spowodowała, że wszyscy chłopi chcąc nie chcąc poczuli wagę narodowych identyfikacji. Co prawda niektórzy historycy lubią pisać o polskiej świadomości narodowej już w średniowieczu. Jednak źródła historyczne, na które mogą się powołać, zostały wytworzone przez bardzo wąskie grupy społeczne i trudno na ich podstawie orzekać, co myślała w przeważającej mierze chłopska i niepiśmienna populacja. A jeszcze na początku XX wieku na przykład w Królestwie Polskim 70% ludności nie potrafiło czytać i pisać! Badania historyków społecznych i antropologów kulturowych dotyczące okresu, w którym zaczynają się pojawiać masowe źródła, pokazują, że dla chłopów naród przez długi czas pozostawał abstrakcją, odległą od zwykłych, codziennych doświadczeń.

Dziś natomiast bezwiednie zakłada się ciągłość polityczną między nowożytną polsko-litewską szlachecką Rzeczpospolitą a współczesnym polskim państwem narodowym. Jednocześnie pomija się inną możliwą ciągłość: zapomina się o Księstwie Warszawskim, czy o pierwszym w zasadzie nowoczesnym państwie polskim – Królestwie Polskim. Słowem: nie było ani 123 lata niewoli, ani „odzyskania” niepodległości. Polska raczej uzyskała niepodległość oraz zbiorowym wysiłkiem, choć nie tak powszechnym, jak zakładają opowieści pisane w duchu polityki historycznej, zdołała ją do 1939 roku utrzymać. Ale to już trochę inna historia…

Do poczytania na setną rocznicę niepodległości:

Kamusella, T. The Un-Polish Poland, 1989 and the Illusion of Regained Historical Continuity (2017).
Kizwalter, T. O nowoczesności narodu. Przypadek Polski (1999)
Łuczewski, M. Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej (2012)
Mażewski, L. Rzeczpospolita jeden i pół. O narodzinach, istnieniu i upadku państwa polskiego w latach 1806-1831 (2012).
Snyder, T. Rekonstrukcja narodów. Polska, Ukraina, Litwa, Białoruś 1569-1999 (2006).
Stomma, L. Antropologia kultury wsi polskiej w XIX w. (1986).
Zajączkowski, A. Szlachta polska. Kultura i struktura (1993).

 

Jak nie pisać o narodzie

Będzie krótko, bo książce moim zdaniem nie warto poświęcać większej uwagi. Marek Migalski w pracy Naród urojony, Wydawnictwo Liberte, Łódź 2017, ss.185 postanowił odpowiedzieć na pytanie czym jest naród i dlaczego uwiódł wyobraźnię milionów ludzi. Ex polityk, blisko swego czasu związany z Prawem i Sprawiedliwością, nagle odkrył socjologię narodu i nacjonalizmu, ale najwyraźniej zabrakło mu czasu, żeby ją zrozumieć i przemyśleć. Intelektualne niedostatki nadrabia natomiast neoficką gorliwością: tak jak wcześniej ochoczo służył nacjonalistycznej ideologii, tak teraz bezrefleksyjnie, ale za to z zapałem krytykuje pojęcie narodu.

Migalski_okladka_sklep1
Książkę kupiłem z nadzieją, że nie tyle wniesie coś nowego do prowadzonej od dziesięcioleci dyskusji na temat narodów i nacjonalizmów, ile przynajmniej będzie solidnym popularnonaukowym opracowaniem, które można na przykład zadać studentom. Niestety książka nie ma ani naukowego (choć próbuje robić takie wrażenie: przypisy, bibliografia, dwie recenzje samodzielnych pracowników naukowych), ani popularnonaukowego charakteru. Nie widzę w niej żadnych oryginalnych pomysłów, żadnej nowej systematyzacji czy problematyzacji, a tylko dość nieudolne i miejscami opaczne streszczenie stanu wiedzy sprzed kilkunastu, jeżeli nie kilkudziesięciu lat, odwołujące się do kilku klasycznych prac (zwłaszcza Benedicta Andersona, Michaela Billiga, Ernesta Gellnera, A. D. Smitha).

Kilka uwag, aby nie być gołosłownym: ujmowanie narodu jako czegoś urojonego bardzo niewiele mówi. Z socjologicznego punktu widzenia rzeczywiste w swoich konsekwencjach, jest to co ludzie uważają za rzeczywiste, a przedmiotem analiz są społeczne procesy reifikacji rzeczywistości. W książce takich analiz nie znajdziemy. Migalski za uporczywe powtarza, że naród to rzeczywistość urojona w przeciwieństwie na przykład do etni (grup etnicznych), plemion czy ludów, które określa nie wiadomo dlaczego mianem realnych, a nawet naturalnych. W dodatku definicja narodu niczego nie wyjaśnia, ponieważ na tautologiczny charakter. Jeżeli naród to grupa ludzi, która uważa się za naród, to należałoby wyjaśnić: za co się w takim razie uważa? Co różni świadomość (tożsamość) narodową od innych typów świadomości społecznej, stanowiąc o jej specyfice? Zresztą o badaniach na temat tożsamości społecznej w książce nie ma prawie nic, a w kontekście przynależność do grup mowa o instynkcie „grupolubności”.

Książka zawiera też sporo sprzeczności: raz narody ujmowane są jako nowoczesne, sztuczne i fałszywe (cokolwiek to znaczy), z drugiej strony czytamy, że początki większości narodów europejskich giną jeszcze w prehistorycznych czasach. Migalski deklaruje przywiązanie do modernizmu, co prawda umiarkowanego, ale jednak, a równocześnie w pracy pobrzmiewa ewolucjonistyczne przekonanie o ciągłości (od hordy, plemiona, ludy do narodów – autor powołuje się nawet na Lewisa Morgana). Czytamy, że pojawienie się myślenia w kategoriach narodowych to wynik sekularyzacji, innym razem, że myślenie narodowe i religijne współistniały.

W pracy są również błędy i nieścisłości, np. czytamy, że do XIX wieku królowie Anglii zmuszani byli do corocznego leczenia swoich poddanych przez nakładanie rąk – ten opis bardziej pasuje do królów Francji (w Anglii tego typu praktyki ustały w dobie Cromwella, choć kontynuowali je na wygnaniu Stuartowie, o czym pisze Marc Bloch w książce „Królowie cudotwórcy”), eksperyment Milgrama, inaczej niż sugeruje przypis, nie dotyczył wpływu grupy, lecz autorytetu itd.

Listę wad można by ciągnąć i szczegółowo omawiać, ale nie widzę sensu. Szkoda czasu, zwłaszcza, że dostępne są inne popularne, nieporównywalnie lepiej osadzone we współczesnej nauce niż książka Migalskiego, opracowania na temat narodu i nacjonalizmu: A. D. Smith, „Nacjonalizm. Teoria, historia, ideologia”, Craig Calhoun, „Nacjonalizm”.