Średnio nowe spojrzenie na „odrodzenie” Polski

Jochen Böhler, Wojna domowa. Nowe spojrzenie na odrodzenie Polski, przekład Robert Sudół, Znak, Kraków 2018, ss. 397.

W swojej ostatniej książce niemiecki historyk postanowił się przyjrzeć jak powstawała II Rzeczpospolita. Chociaż na ten temat budowy powstały już setki prac, Böhler argumentuje, że dominuje w nich wyidealizowana opowieść o bohaterskich czynach zjednoczonego narodu polskiego. Znamy tę lukrowaną narrację więc nie ma sensu jej tutaj w całości powtarzać. Oczywiście wielu badaczy pisało już bardziej sceptycznie o wydarzeniach z lat 1918 – 1921, jednak – jak zauważa trafnie Böhler – ich studia są rozproszone i znane głównie specjalistom. Krytyczne prace ani nie zmieniły znacząco syntetycznego obrazu budowy II RP, ani nie miały większego wpływu na wyobraźnię społeczną. Częściowo wynika to z faktu, że nie dostarczały jakiejś alternatywnej całościowej narracji. Böhler obiecuje, że jego książka naprawi to niedopatrzenie

Niestety nie do końca ten zamiar mu się udał: „Wojna domowa” nie tyle oferuje nowatorskie spojrzenie, ile miesza świeże interpretacje z miejscami bezrefleksyjną i tradycyjną historiografią. Zacznijmy jednak od rzeczy stosunkowo interesujących, podważających wspomnianą wcześniej patriotyczną opowieść o heroizmie Polaków, którzy o niczym innym nie marzyli jak tylko o niepodległości. W tym kontekście trzeba podkreślić pięć kwestii.

Po pierwsze, Böhler nie zakłada, że tożsamość narodowa to rzecz naturalna i oczywista: że każdy ma jasno określoną przynależność narodową, a narody to realne grupy społeczne o wyraźnych granicach, łatwo odróżnialne i niejako z natury zdolne do zbiorowego działania. Poważnie podszedł do ustaleń współczesnej socjologii narodu, która uczy, że naród to dynamiczny proces społecznej konstrukcji, a nie statyczny demograficzny fakt. Dzięki tej teoretycznej świadomości unika snucia schematycznej opowiastki o starciach między narodami, lecz pokazuje, że konflikty toczyły się również o kryteria przynależności narodowej, które dalekie były od jednoznaczności. Po drugie, nie ma w książce bezrefleksyjnego założenia, że państwo narodowe to rzecz godna pochwały i z definicji lepsza (cokolwiek to znaczy) od poprzedzających je imperiów. Pozwala to autorowi dostrzec skalę przemocy towarzyszącej procesowi powstawania państwa polskiego, której nie usprawiedliwia i nie lekceważy jak wielu historyków ślepo wpatrzonych w rzekomo wyższe narodowe racje niepodległościowych działaczy. Po trzecie, Böhler bardzo krytycznie podchodzi do kwestii społecznego zasięgu polskiej tożsamości narodowej. Przypomina, że większość potencjalnych Polaków stanowili chłopi, którzy generalnie nie myśleli w kategoriach narodowych. W efekcie polskie władze miały problem z mobilizacją chłopskiej populacji do walki o granice. Nawet sytuacja zagrożenie istnienia państwa nie wywołała w chłopach patriotycznego entuzjazmu. Po czwarte, książka pokazuje, że wojny o granice nie przypominały konwencjonalnych starć regularnych armii. Narzuca się raczej skojarzenie z Hobbesowskim stanem natury, wojny wszystkich ze wszystkimi. Dużą rolą odgrywały oddziały paramilitarne, które wsławiły się rabunkami i mordami na cywilach (chociaż dzielnie dotrzymywało im kroku polskie wojsko, np. terroryzując Żydów). Po piąte, z książki wyłania się obraz braku jedności, sprzecznych celów i interesów różnych polskich ośrodków władzy i stronnictw, które niekiedy z większą energią zwalczały siebie nawzajem niż zaborców. Konflikty między stronnictwami przekładały się również na konflikty w tworzonym polskim wojsku. Sytuacja niejednokrotnie – jak przekonuje autor – groziła wybuchem wewnętrznych walk. Nawet w obliczu bolszewickiego zagrożenia Polacy nie potrafili ze sobą sprawnie współpracować.

Narrację spaja pojęcie środkoweuropejskiej wojny domowej – i tutaj zaczynają się moje wątpliwości. Powiedziałbym raczej, że opisywane konflikty miały różny charakter: jedne przypominały regularną wojnę, inne walki partyzanckie, powstanie czy wojnę domową. Nie widzę sensu szukania jakiejś jednej etykiety zacierającej różnice między konfliktami, w dodatku odwołując się do słabo uzasadnionej w tym kontekście kategorii „środkowoeuropejskiej” (pod tym względem w książce panuje chaos: raz mowa o Europie Środkowo-Wschodniej, czasem o Europie Środkowej, a w indeksie pojawia się jeszcze Europa Centralna – jak są jednak definiowane, tego nie wiemy). A charakterystyczny dla opisywanych konfliktów udział organizacji paramilitarnych to zjawisko znacznie szersze, nie ograniczone do Europy Środkowej.

Co ważniejsze, autor dość tradycyjnie podchodzi do historii Polski podkreślając przede wszystkim jej ciągłość. Pisze rutynowo o utracie przez Polskę niepodległości w konsekwencji zaborów czy o ponad stuletniej nieobecności na mapie Europy. Nie zastania się nad kwestią kontynuacji w kontekście różnic między rzeczpospolitą szlachecką a polskim państwem narodowym czy nad historycznym sensem pojęcia niepodległość. W dodatku autor posługuje się niekiedy nieco archaicznym. Na przykład w książce napotykamy biologiczne metafory, określenia sugerujące niezmienność czy podkreślające polski punkt widzenia: narodzenie się świadomości narodowej, odtworzenie narodu, Kresy Wschodnie czy tytułowe odrodzenie Polski (choć to ostatnie określenie to zasługa tłumacza, który tak przełożył słowo „reconstruction”). Dziwi również dlaczego Böhler, który przecież z taką energią argumentuje, że wojny o granice to w istocie wojna domowa, uparcie nazywa konflikty na Górnym Śląsku „powstaniami” (nawet niektórzy polscy historycy używają tutaj określenia wojna domowa). Trzeba również skorygować pomyłkę: autorem klasycznego już w polskiej socjologii narodu rozróżnienia ojczyzna prywatna/ojczyzna ideologiczna nie jest Jan Molenda, lecz Stanisław Ossowski, a samo rozróżnienie to raczej typologia, a nie schemat rozwojowy.

Podsumowując, spodziewałem się większego krytycyzmu. Niemniej książka zdecydowanie warta przeczytania. Zawodowi historycy pewnie będą kręcić nosem: nie znajdą w pracy raczej nowych faktów, Böhler rzadko bowiem sięga do niezbadanych wcześniej źródeł, co nie znaczy, że nie mogą odnieść z pracy pożytku. Nowe (choćby i połowicznie) interpretacje mówią często więcej o rzeczywistości (i wymagają większej wiedzy, pomysłowości i zdolności analitycznych) niż płynące z głównym nurtem kolejne analizy kolejnych źródeł przynoszące kolejne szczegółowe uzupełnienia znanego wszystkim obrazu, który jedynie odzwierciedla potoczne i zdroworozsądkowe przekonania.

Setna rocznica uzyskania niepodległości

Co roku jedenastego listopada do znudzenia słyszę, że Polska po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość w 1918 roku. Określenie „Polska odzyskała” na dobre zadomowiło się również w historiografii. Mało kto zastanawia się nad jego sensem, który jest dyskusyjny z dwóch przynajmniej względów.

Po pierwsze, sugeruje, że Polacy własnym, zbiorowym wysiłkiem zdobyli niepodległość. Choć trudno ignorować starania polskiego ruchu niepodległościowego, to nie miał on jednak charakteru powszechnego. Wychowani na patriotycznych czytankach często zapominamy albo nie wiemy, że większość społeczeństwa polskiego, którą stanowili chłopi, do niepodległości podchodziła bardzo sceptycznie lub wręcz jej nie chciała. Znacznie większy wpływ na powstanie II Rzeczpospolitej miała korzystna sytuacja geopolityczna: mocarstwa rozbiorowe przegrały wojnę lub początkowo pogrążyły się w rewolucyjnym chaosie, co stworzyło przestrzeń dla powołania polskich niezależnych instytucji.

Po drugie i co ważniejsze, określenie „Polska odzyskała” zakłada ahistoryczne wyobrażenie przeszłości: istnienie niezmiennego podmiotu dziejów – narodu polskiego, który niegdyś stracił niepodległość (nota bene ta ostatnie pojęcie również rozumiane jest ahistorycznie, a przecież jego znacznie zmieniało się na przestrzeni wieków), a potem ją odzyskał. Jednak niepodległość utraciła nie Polska, lecz Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie. I nie tylko o różne nazwy chodzi, lecz przede wszystkim o to, co się kryje za tymi nazwami. Nowożytne państwo stanowiło coś w rodzaju „federacji folwarków”. Rządziła nim wieloetniczna szlachta, którą definiował status prawny i społeczny, a nie przynależność etniczna. Szlachta uważała, że ma inne pochodzenie i inną kulturę niż – jak dziś byśmy powiedzieli – „etnicznie polscy”, chłopi. Twierdziła, że podbiła „obcych” chłopów, żeby na nią pracowali. Nie próbowała narzucać chłopom wspólnej narodowej kultury, przeciwnie: upowszechnianie się wspólnej kultury (np. naśladowanie przez chłopów szlachty) uważała za zagrożenie swojej pozycji. Inne różnice między nowożytną a współczesną Polską pokazuje inwokacja z „Pana Tadeusza”. Mickiewicz, który odwołując się jeszcze do nowożytnych kategorii, pisał w języku polskim o Litwie, miał na myśli terytoria, które należą obecnie do Białorusi.

Sami chłopi nie uważali się za Polaków, lecz myśleli o sobie głównie kategoriach „tutejszości”. Jeszcze na początku XX wieku wielu z nich nie chciało niepodległości, ponieważ bali się, że Polacy przywrócą pańszczyznę. Proces unarodowienia chłopów zakończył się dopiero wraz z początkiem II wojny światowej. Dopiero okupacyjna polityka III Rzeszy spowodowała, że wszyscy chłopi chcąc nie chcąc poczuli wagę narodowych identyfikacji. Co prawda niektórzy historycy lubią pisać o polskiej świadomości narodowej już w średniowieczu. Jednak źródła historyczne, na które mogą się powołać, zostały wytworzone przez bardzo wąskie grupy społeczne i trudno na ich podstawie orzekać, co myślała w przeważającej mierze chłopska i niepiśmienna populacja. A jeszcze na początku XX wieku na przykład w Królestwie Polskim 70% ludności nie potrafiło czytać i pisać! Badania historyków społecznych i antropologów kulturowych dotyczące okresu, w którym zaczynają się pojawiać masowe źródła, pokazują, że dla chłopów naród przez długi czas pozostawał abstrakcją, odległą od zwykłych, codziennych doświadczeń.

Dziś natomiast bezwiednie zakłada się ciągłość polityczną między nowożytną polsko-litewską szlachecką Rzeczpospolitą a współczesnym polskim państwem narodowym. Jednocześnie pomija się inną możliwą ciągłość: zapomina się o Księstwie Warszawskim, czy o pierwszym w zasadzie nowoczesnym państwie polskim – Królestwie Polskim. Słowem: nie było ani 123 lata niewoli, ani „odzyskania” niepodległości. Polska raczej uzyskała niepodległość oraz zbiorowym wysiłkiem, choć nie tak powszechnym, jak zakładają opowieści pisane w duchu polityki historycznej, zdołała ją do 1939 roku utrzymać. Ale to już trochę inna historia…

Do poczytania na setną rocznicę niepodległości:

Kamusella, T. The Un-Polish Poland, 1989 and the Illusion of Regained Historical Continuity (2017).
Kizwalter, T. O nowoczesności narodu. Przypadek Polski (1999)
Łuczewski, M. Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej (2012)
Mażewski, L. Rzeczpospolita jeden i pół. O narodzinach, istnieniu i upadku państwa polskiego w latach 1806-1831 (2012).
Snyder, T. Rekonstrukcja narodów. Polska, Ukraina, Litwa, Białoruś 1569-1999 (2006).
Stomma, L. Antropologia kultury wsi polskiej w XIX w. (1986).
Zajączkowski, A. Szlachta polska. Kultura i struktura (1993).